Facet na telefon

1

Jak większość książek, które czytam, ta również jest całkowicie przypadkowa. Nie mam tendencji czytania książek „od końca”, ale w tym przypadku zrobiłam wyjątek, ponieważ nie mogłam znaleźć pierwszej części.

 facet-na-telefon-2-grzesznik-b-iext21590800

„Facet na telefon 2 – Grzesznik” książka, która jako pierwsza mnie zaskoczyła. Bardzo lubię przewidywać zakończenie, jednak w tym razem pomyliłam się w 100 %. Dzięki temu zrobiła na mnie dwa razy większe wrażenie.

Polecam tą książkę osobom, które nie szukają ckliwej historii o bajkowej miłości. W tej jest przedstawiona typowa fizyczność bez której nikt nie potrafi się obejść.

Adam G., zawodowo zajmujący się zaspokajaniem potrzeb erotycznych klientek, w końcu spotyka na swej drodze kobietę, którą chce mieć tylko dla siebie. Ale czy mężczyzna, który miał dziesiątki partnerek,może wymagać wierności od kobiety? I czy naprawdę sam jest na to gotowy?
Przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć, a miłość łatwo pomylić z pożądaniem. Zwłaszcza gdy grzech namiętności tak słodko kusi…

- źródło opisu: Wielka Litera, 2013

Jej autorem jest polski bloger, którego możecie znaleźć jeszcze

tutaj

Polecam!

Mamy czas, mamy czas

2

Znacie to?

Czas? Kto go w ogóle wymyślił. Płynie tak szybko, że nawet nie zauważam prostych rzeczy. Biorąc pod uwagę mój ostatni post, który był pod koniec kwietnia, a teraz mamy już POŁOWĘ maja, to można sobie to wyobrazić.

Jak najszybciej postaram się nadrobić zaległe posty i tematy o których chciałam Wam powiedzieć.

Teraz kiedy pada za oknem, a internet mi szaleje ( a może to komputer?) nie będę Was zatrzymywać.

Miłego wieczoru!

pees Wam też tak szybko ucieka ten czas?

Wariatka tak na imie mam

3

Brak chęci do wszystkiego ogarnął mnie w 100%. Zero jakiejkolwiek energii życiowej. Najlepiej położyłabym się w łóżku i z niego nie wychodziła.

Siedziałam dwa tygodnie w domu na chorobowym to praktycznie szlag mnie trafiał bo nie mogłam wysiedzieć. Gdy tylko wyszłam „do ludzi” jak na złość wszystko odwróciło się do góry nogami.

Własny facet zaczął mi tak grać na nerwach, że momentami mam ochotę wyrzucić Go z domu. Wiem jednak, że gdybym tak zrobiła to była bym wściekła na cały świat, że Go nie ma. To się nazywa PROBLEM co? Jest to tak śmieszne i komiczne, że aż wstyd pisać. Jedno jest pewne, że jestem uzależniona od Mojego całkowicie. Czasami mnie to wręcz przeraża. Pozbawia samodzielnego myślenia, ale czy to właśnie nie jest miłość? Tak na marginesie wiem, że może czytając to myślicie sobie „co ona może wiedzieć o miłości?”, ale sam fakt tego, że jesteśmy już razem od prawie pięciu lat mówi samo przez siebie. I najlepsze, a może najgorsze (sama nie wiem?) w tym wszystkim  jest to, że nie wyobrażam sobie życia bez Niego.

Często jednak bywa tak, że leżąc koło niego mam 1000 myśli na minutę, czarnych myśli. Jak to On nazywa „dobieram sobie do głowy”. Potrafię wmówić sobie wszystko. Dosłownie wszystko co jest złe. Nie rozumiem dlaczego tak łatwo mi to przychodzi. Ostatnio zaczęłam sobie wmawiać, że nie jestem dla Niego wystarczająco dobra. Ba nawet w to uwierzyłam, a może nawet nadal wierzę… Zauważył, że coś jest nie tak, pytał, ale oczywiście zbyłam go, że to tylko głupoty, Bo to są głupoty, chyba…?

I w tym momencie nasuwa mi się pytanie, czy powinnam zacząć się martwić? Tylko o kogo o siebie czy o niego? O siebie, że faktycznie tak jest, czy o Niego, że trafił na wariatkę?

Niebo istnieje… naprawdę

3

nin

„”Niebo istnieje… naprawdę” to film o wierze, nakręcony przez wierzących i – w zasadzie – głównie DLA wierzących. Retoryka Wallace’a opiera się jednak nie na wierze, a opartej na „twardych” dowodach wiedzy. Wizje Coltona prezentowane są bez żadnej ambiwalencji – niemal jako fakty, obiektywne wydarzenia ze świata przedstawionego.”

– komentarz krytyka filmowego, z którym się kompletnie nie zgadzam.

Miałam przyjemność obejrzeć ten film i powiem szczerze, że jestem miło zaskoczona. Gdy zdecydowałam się pójść do kina na tą ekranizacje, wcale nie byłam do niej przekonana. Poszłam tylko dlatego, że grupa znajomych szła i zapowiadała się świetna zabawa.  Po ponad dwóch godzinach w kinie wyszłam jak zaczarowana. Nie jestem nie wiadomo jak osobą wierzącą ( i może dlatego film wzbudził we mnie nawet niewielkie obawy), ale obejrzałam go niemal pożerając  kolejne sceny. Kilkakrotnie łza zakręciła się w oku.

Moja recenzja tego filmu jest krótka:  „Niebo istnieje… naprawdę” to film z kategorii tych pięknych, tych na których emocje sięgają zenitu. Czujesz tylko jak zły ciekną Ci po policzkach, nie rozumiesz dlaczego, ale nie chcesz ich zatrzymać, a nawet nie możesz. Dlatego polecam, szczególnie osobą które nie boją się uczuć.

Moim zdaniem sam opis filmu jest lepszy niż

dlatego też dodaje oba. Sami oceńcie.

„Film „Niebo istnieje… naprawdę” zrealizowany został na podstawie światowego bestselleru. To prawdziwa historia Coltona Burpo (Connor Corum) – chłopca, który podczas operacji znalazł się na granicy życia i śmierci. Rodzice (Kelly Reilly i Greg Kinnear) nie spodziewali się, że w ciągu następnych kilku miesięcy usłyszą piękną i wyjątkową opowieść o podróży chłopca do nieba i z powrotem. Czteroletni Colton oznajmił rodzicom, że opuścił swoje ciało podczas zabiegu, opisując, co jego rodzice robili, gdy on leżał na stole operacyjnym. Mówił o wizycie w niebie i przekazywał historie ludzi, z którymi spotkał się w zaświatach, a których nigdy wcześniej nie widział. Wspominał nawet o zdarzeniach mających miejsce jeszcze przed jego narodzinami. Zaskoczył opisami i mało znanymi szczegółami o niebie, dokładnie pasującymi do tego, co podaje Biblia, a o których, jako dziecko nie mógł wiedzieć. Colton opowiadał z rozbrajającą dziecięcą niewinnością o spotkaniach z członkami rodziny, którzy już odeszli z tego świata.”

Świąteczne oponki

0

Jak to się mówi święta, święta i po świętach. A jedyne co zostało to nadmiar kalorii do spalenia. Ilości jakie pochłonęłam w trakcie świąt zmusiły mnie do rozglądnięcia się ( a to w moim przypadku już jest sukces) za dodatkowymi  zajęciami. Sama nie mam w sobie tyle samozaparcia, żeby ćwiczyć w domu, czy biegać dlatego też od zawsze wspomagam się płatną formą zajęć.

Przez jakiś czas chodziłam na pilates, ale ze względu na nienormowane godziny pracy musiałam zrezygnować. Teraz przymierzam się do zakupu karty multisport, która umożliwi mi chodzenie na kilkadziesiąt różnych zajęć w ramach karnetu. Sądzę, że to dobre rozwiązanie. Dzięki temu będę mogła wybierać wśród zajęć proponowanych przez różne siłownie czy fitness w dodatku ( co dla mnie jest najważniejsze) w różnych porach dnia. Zajęcia prowadzone są od rana do wieczora, dlatego będzie mi łatwiej wszystko zorganizować.

Z tym, że pojawia się kolejny problem… Tak wiem sama sobie ich wyszukuje… Nie wiem od czego zacząć. Tak jak pisałam pilates już mam za sobą i nie powiem byłam bardzo zadowolona. Po całym dniu spędzonym za biurkiem taki sposób rozruszania kości bardzo mi pasował : ) Jednak po przejrzeniu tego co proponują teraz, aż mi się w głowie zakręciło.  Niektóre nazwy to pierwszy raz na oczy widziałam.

Do gustu przypadła mi ZUMBA, ale to nie jest raczej dobry sposób na pozbycie się paru kilo? Zresztą nie wiem. Miałam z nią styczność jedynie jako gra na x-boxa. Zabawy przy niej ful i tyle. A Wy mieliście z nią styczność? Może macie inne zdanie niż ja? Pomóżcie. Jeżeli jest coś innego godnego polecenia to też „słucham”. Jestem otwarta na propozycje.

Wesołego jajca!

1

2008wielkanoc

Wahałam się  z napisaniem tego postu. Bo w sumie nie wiem czy tak wypada, czy nie…

Może to głupie, ale chciałam Wam najzwyczajniej w świecie złożyć życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych.  Życzę Wam wszystkiego co najlepsze, spełnienia najskrytszych marzeń. Abyście święta spędzili w gronie rodziny szczęśliwi i zadowoleni. Paniom, życzę mokrego śmigusa dyngusa (bo to ponoć szczęście przynosi), a panom , hmm…?  Pewnie dobrego jedzonka na stole.

WESOŁYCH ŚWIĄT!

W skrócie

4

Ten post będzie raczej typowo kobiecy. Piszę raczej bo nigdy nic nie wiadomo ; ) Jak się dzisiaj dowiedziałam na amerykańskim FB zostały już nawet dołożone nowe możliwości do wyboru w polu płeć. To się nazywa tolerancja, co? Już oprócz klasycznego kobieta/mężczyzna możemy znaleźć wiele innych możliwości. Polsce jeszcze daleko do takiego podejścia, szkoda.  Ale wróć nie o tym miał być dzisiejszy post.

Słyszeliście o Danielle Stell? Śmiem twierdzić, że tak. Autorka prawie 50 romansów dla kobiet, co mówi samo przez się. Ja niestety wpadłam na jej książkę dopiero niedawno, zupełnie przypadkiem robiąc zakupy w jednym z popularniejszych sklepów. Po przeczytaniu krótkiego streszczenia, znajdującego się na odwrocie, zdecydowałam się na jej zakup. I wcale tego nie żałuję. Książka jest fantastyczna. Pochłonęłam ją może w trzy wieczory.  Główna bohaterka zmaga się z przeciwnościami losu oraz nadwagą, która od dziecka jej towarzyszy i z którą nie może sobie poradzić. Co najgorsze jedyna osobą, na której może polegać jest jej siostra. Ideał, o którym rodzice zawsze marzyli. Książka na pierwszy rzut oka może wyglądać na banalną jednak wzrusza i popycha nas do refleksji nad samym sobą ( tak przynajmniej było w moim wypadku). Dodatkowo zaskakujący koniec jest tylko wisienką na torcie.  Nawet jeżeli nie przepadacie za czytaniem to lekkie pióro autorki sprawia, że nawet nie czujecie, że czytacie. Czas tak leci, a z nim zwiększa się tylko ilość przekręconych już kartek.

Ja osobiście uwielbiam książki, które wzbudzają emocje i potrafią pobudzić moją wyobraźnie. Ta oddziaływała na nią bardzo dlatego naprawdę polecam!

Lubię czytać, ale nie zawsze mam na to czas. Czytanie książek jest u mnie falowe. Co to znaczy? Jak dorwę się do książek to czytam godzinami, dniami i nocami praktycznie bez przerwy. Po czym się nudzę, albo odkładam na poczet czegoś ważniejszego. I znowu jest długo, długo nic. Zero książek, do czasu aż wpadnie mi coś interesującego w łapki. Teraz podjęłam decyzję, że będę starać się nosić zawsze jakąś książkę w torebce i w każdej wolnej chwili czytać. Nie tak łapczywie jak wcześniej, tylko tak, żeby delektować się nią jak najdłużej. Mam nadzieje, że się uda. Jak myślicie dam radę?

Pees Macie jakieś swoje ulubione książki, które moglibyście polecić?

Wiktoria, nieładna i pulchna, rozczarowywała rodziców od urodzenia. Miała być chłopcem, a gdy urodziła się jej siostra, śliczna Christine, ojciec oświadczył Wiktorii, że była „ciastem na próbę”. Zestresowana, wciąż porównywana z Christine, „duża dziewczynka” ucieka w jedzenie. Czy decyzja o wyprowadzeniu się z domu i życiu na własny rachunek pomoże jej pozbyć się kompleksów? Historia o poszukiwaniu ciepła i pewności siebie, o tym, jak wiele zależy od nas samych i oczywiście o wielkiej miłości.

Oda do lenistwa

0

Tak wiem, bardzo długo mnie tu nie było. Powiem szczerze ze bardzo długo zabierałam się do tego postu, ale nie wiedziałam o czym napisać. Ale stało się tak jak „przewidziałam”  pierwszym poście. Po krótkiej fascynacji nowym zajęciem ZNIKŁAM. Niestety, ale bardzo często tak mam. Szybko nudzę się wszystkim -  to chyba moja największa wada.

Czasami zastanawiam się czy jestem wyjątkiem? Czy jest ktoś jeszcze kto zmienia zdanie tak często? (Wiecie we dwójkę zawsze raźniej xD) Tylko nie piszcie, że to takie normalne bo jestem kobietą. Może tak, ale to nie usprawiedliwienie. Poza tym nie sądzę, że mogłoby to być aż w takim stopniu. Szczerze mówiąc jest to męczące i dodatkowo nie prowadzi do niczego. Większość rzeczy, które zaplanuje, albo które mam ochotę zrobić nigdy nie dochodzą do skutku. A jeżeli już mi się to uda (ale to baaardzo rzadko) to jest to jednorazowa przygoda i koniec. I nie dlatego, że mi się nie podoba tylko z 1000 różnych innych powodów. To smutne.

Mam 22 lata i pracę zmieniałam już trzykrotnie. Nie z powodu pracodawcy, ale dlatego, że po prostu każda mi się znudziła. Ta, w której obecnie pracuje też coraz bardziej zaczyna mnie przytłaczać. A co to za praca, która nie daje satysfakcji?

Teraz naszła mnie np. ochota na uprawianie sportu ( taka moda…). Może nawet zapisać się na fitness lub siłownie, ale już z góry wiem, że jestem na straconej pozycji. Nikt nie lubi porażek, a wiem, że to będzie moją. Żałosne co nie?

 

Pees I w ten oto sposób planowany post o recenzujący książkę, który ostatnio przeczytałam zamienił się w ode do mojej największej wady… Sorry…

Nie wiem

4

Czy dobrze jest mieć tajemnice przed najważniejszymi osobami w naszym życiu? Czy wgl można je mieć? Nie wiem.

Ten blog jest tak naprawdę jedną z takich tajemnic. Dlaczego? Nie wiem. Z jednej strony fajnie bo mam coś swojego. Coś o czym nikt nic nie wie, ale z drugiej strony są momenty, w których chciałabym się pochwalić blogiem. Tym, że coś o czym wcześniej nie miałam bladego pojęcia już nie jest dla mnie takie straszne.

Wstyd? Tak, chyba tak. To właśnie to uczucie wywołuje we mnie prowadzenie tej strony. Czy tak powinno być? Nie wiem.  Przez tą anonimowość mam odwagę pisać o wszystkim. O tym co tak naprawdę myślę i co czuję. A w momencie gdy rodzina, przyjaciele, znajomi dowiedzą się o nim nie wiem czy będę już tak mogła.  Dziwne? Zdecydowanie tak.

Czasami zastanawiam się czy to co tu pisze ma sens. Może, nie wiem, pewnie nie. Ale pisze, po co? Dla siebie. Żeby w życiu było łatwiej. Czy to pomoże? Nie wiem, ale na razie pomaga.

Może rozdrażniło Was to, że w każdym akapicie jest wyrażenie „nie wiem”. Jeśli tak, to przepraszam, ale specjalnie tak napisałam. Doszłam do wniosku, że moje/nasze(nie wiem czy mogę pisać w imieniu wszystkich?)  życie jest jedną wielką niewiadomą.  Zgodzicie się ze mną?

Tadam! Przedstawiam Wam…

1

Właściwie kogo? Hm… Kojarzycie nowa modę, która opanowała facebooka? Tzw. WYZWANIE? Na pewno tak. Kolejna głupia zabawa (no bo jak nagrywanie picia piwa może być mądre?) zrobiła furrorę wśród bezmózgich obywateli naszego kraju. W sumie prawie jak słoneczko z tym, że ono przynajmniej przyczyniło się do przyrostu naturalnego Polski ; ). A to? Pewnie do zmniejszenia dziury budżetowej bo  ponoć były już przypadki śmiertelne. A jeśli faktycznie to prawda, to przynajmniej państwo nie będzie musiało  wypłacać emerytury. Żałosne…

Jednak jak przystało na internautów nie długa trzeba było czekać na odpowiedź, na GŁUPOTĘ. Znalazł się ktoś mądrzejszy, bystrzejszy i przede wszystkim bardziej KREATYWNY. O kim i o czym mówię? Sami zobaczcie:

film

I co Wy na to? Można, można wymyślić coś inteligentnego. Jak to się mówi „dla chcącego nic trudnego!”. Kocham zwierzęta, więc tym bardziej ujęło mnie to za serce (sama mam psa i kota). Wiadomo wybraną fundacją nie musi być akurat schronisko. Jest wiele innych dla których każdy grosz się liczy.

Ja podejmuje wyzwanie a Wy?

PeeS Dla Autora za fakt, że się wyłamał  + 100 do lansu na FB ode mnie ; )